Tuesday, July 18, 2017

O tym jak się wpuściłem z kanał

W kanał wpuściłem się czekając na Marzenkę.
Tak sobie myślę że jestem geniuszem logistyki i pomyliłem kierunki, bo autentycznie potrafię tak zoptymalizować trasy dojazdowe, by kosztem minimum czasu, paliwa oraz nerwów móc szybko wszystkich rozwieźć i zwieźć do domu. Ostatnio wpadłem na pomysł ze Marzenkę mogę odwozić do Zbylitowskiej Góry na busa, sam zostawiam auto obok kościoła, wypakowuję rower i śmigam nim do pracy - dzięki temu rano możemy pospać 20 minut dłużej, Marzenka nie musi robić przesiadek (oszczędności finansowe), a po pracy wsiadam na rower i odwracam kolejności działań. Przy okazji mam też możliwość pozwiedzać okolice np. znalazłem "skrót", co prawda wydłuża on drogę o ponad kilometr, ale za to jaki ciekawy! zresztą zazwyczaj i tak mam czas i właśnie korzystając z tego czasu;
Wpuściłem się w kanał!



Jeśli lubicie takie klimaty, to nie omieszkam, dostarczyć Wam więcej...

Thursday, July 13, 2017

Tam gdzie chronią sią dobre myśli

Czy jest takie miejsce w Polsce, na świecie, gdziekolwiek? Owszem jest!
Jedno jedyne, kultowe, niezwykłe.

Jamna to spiek wielu różnych historii; tej o twardym życiu Pogórzan, tej o wielkiej, krwawej partyzanckiej bitwie i stratach pomszczonych przez Niemców, na niewinnych kobietach i dzieciach, to także historia Republiki Dominikana i Domu św Jacka, ale też historia bacówki i człowieka który uczynił z niej miejsce kultowe, to jego historia jako twórcy miejsca jeszcze bardziej niezwykłego - Schroniska Dobrych Myśli i Chatki Włóczykija. 

I żeby było jasne... nie zamierzam o tym pisać!!!  Przyjedzcie, (lepiej przyjdźcie, lub przypedałujcie)... po prostu bądźcie tutaj i sami wypytajcie! 

Jedziemy na Jamną - bez żadnych wielkich planów wędrówkowych. Marzenka ma prace od 16, trzeba machnąć jakiś obiad, ja muszę się chwile przekimać bo jestem między nocami - ale jedziemy, żeby nie marnować życia w mieście.

Załamanie pogody, wita nas już przed Tuchowem, potem na moment się rozjaśnia, w sam raz tyle żebyśmy zdążyli, zwiedzić w Gromniku ścieżki przy kościele - będzie osobny wpis - znów zaczyna lać gdy jesteśmy w Paleśnicy - pomysł zejścia z Jamnej do Bukowca, pada na pysk. Zagrzebiemy się w błocku, a nie o to chodzi. Zatem jedziemy do Bukowca - szczerze mówiąc bałem się że trakt będzie nieprzejezdny... ale się udało! Głupi mają szczęście, albo inaczej ... Bóg kocha szaleńców.

W Bukowcu znów przestaje padać - w sam raz na tyle by zobaczyć kościół i Diable Skały - do auta wracamy już pod ostrzałem deszczu, ale chroni nas geste poszycie lasu - praktycznie nie mokniemy, za to cały czas grzmi i Aura (która rzecz jasna jest z nami) dostaje szału - na sekundę nie można jej zostawić samej.

Na Jamną śmigam kolejnym traktem który w/g moich pieszych rozeznań może być nieprzejezdny - ale jest i wkrótce docieramy na szczyt Góry a potem do Schroniska Dobrych Myśli.
BUKOWIEC

 Kościół Niepokalanego Serca NMP w Bukowcu

 Swojej strony WWW zdaje się nie ma, jest tylko wizytówka na stronach diecezji
 
 Wnętrze - mój aparat niestety nie jest w stanie zrobić nic lepszego...
Wcześniej była to cerkiew - przeniesiona tu pop Akcji Wisła - gdy komuna zastosowała przymusowe przesiedlenia Rusaków, jako sposób na zniszczenie pewnej odrębności kulturowej i etnicznej tych ludzi. 

 Marzenka z Widokami...


Oraz my - tyle że Aura zerwała się ze smyczy po kolejnym grzmocie i pilnuje naszych osób, tak jak byśmy mieli patent na gromoodporność ;-)






A potem szybkim marszykiem na Diable skały - nim się rozpada. 



 Zawsze robią na mnie wrażenie - chciałem Miłosza zabrać na górę - ale już brakło czasu.

 JAMNA
 Jak juz pisałem wyżej - dojazd nawet nie tyle droga co traktem leśnym... burza, deszcz, mgła... adrenalina podskoczyła mi jak przy skoku na banji... bez banji ;-) 

 Szczęśliwie dotarliśmy jenak na Jamną - po drodze mijając Dom Św Jacka 
i kilka przepieknych kapliczek. 

 I była okazja przymierzyć solidne wedrownicze buty ;-) 


 Oczywiście musiała wejść za nami...

 Klimatyczne, choć jeszcze młode wnętrza. 

 Widzieliście kiedyś takie kawały szarlotki?
Zareczam wam ze sa arcypyszne! A się znam bom łasuch! 




 No tak znów grzmi, a oni sobie robią zdjęcia... jakie głupie te człowieki! 

 I jeszcze naleśniki dla Miłosza


 Chatka Włóczykija 



 Krótka lekcja etnografii - co, po co, do czego... 

 Rodzinnie
I klimatycznie. 


Ale potem trzeba jechać. Drogi mokre, co chwile rwie się gwałtowny deszcz - tu na górze co prawda spokój, burza przeszła bokiem i dołem, ale nie mamy wyjścia, prędzej czy później znajdziemy się w jej zasięgu bo idzie na Tarnów.  


Do następnego razu i Wam i... Jamnej!
    
 W sumie to żąłuję jednego, że nie zrobiłem zapisu trasy na Traseo - mógł by przydać się innym.


Thursday, July 6, 2017

Powrót do Zony! czyli 21 km na rowerach przez las.

Czy w Polsce istnieje zona? Wiecie taka jak w Czarnobylu zakljucziona na JTM (nie będę rozwijał tego skrótu, ale chodzi o robienie czegoś z czyjąś matką)?
Oficjalnie nie istnieje, a jednak...

W zeszłym roku  bylismy z Miłoszem na rowerach w Lasach Żyrakowskich, perypetie z GPSem i zgrywaniem trasy opisałem.
Tym razem... no wydawało się że wszystko jest OK. Z nawigacji nie korzystałem, bo i po co, trasę znam świetnie - zresztą akurat nie sposób na niej zabłądzić, bo jedzie się prosto a jak się znudzi jazda na wprost przez lasy, to można... zejść z roweru i iść pieszo, gdyż wyboru drogi i tak nie ma... ;-)

Trasa sympatyczna, w sam raz dla rodzica z dzieckiem, bezpieczna, przyrodniczo wartościowa  w 95% niedostępna motozjebom, trochę mecząca tłuczniem ale to zaledwie na stosunkowo krótkim odcinku.

Tylko ten GPS!
Otóż pięknie nagrałem cały przebieg aplikacja Traseo, dodałem zdjęcia co ciekawszych punktów, opisy i ... klapa. Plik nie może zostać wyeksportowany, wszystkie wcześniejsze, i późniejsze eksportują się bez problemu a ten ... nie!

Jak wiecie w Czarnej Tarnowskiej była baza sowieckich wojsk łączności... oficjalnie. Co te cholery tam zakopały?!  Może jakieś UFO? Wiecie odstrzelili, i zakopali, żeby uniknąć kłopotliwych pytań a w razie czego przełożonym się powie że "na spir papriedali" (co jest całkowicie zrozumiałe bo jak by na dieńgi to znaczy szpion był i wraże łapska wrażał).

Tak czy siak - druga akcja w tamtym terenie i drugi raz GPS dostaje świra (całkiem inny sprzęt) niepokojące. Ale to nie koniec, bo na koniec podpadła mnie apofenia, ale o tym pod koniec.

Teraz jest poczatek:

Ładujemy rowery na pakę, francowate auto nie jest z gumy, ale nie takie problemy rozwiązywałem. Aurę postanawiam zostawić, czeka nas jakieś dwadzieścia kilometrów kręcenia i mogła by tego nie przebiec, a w lesie jest fajnie jak jedziesz, ale jak staniesz stajesz się pożywką... coś a'la "soilent green"  tyle że dla owadów.  Zatem bez Aury.
Zapasy nabywamy drogą kupna w Biedronce i jesteśmy gotowi na przygody.

Samochód zostawiamy pod kościołem w Jodłówce Wałkach.

 To co widzicie top zdjęcie tabletu, tu trasę pokazuje, ale na Traseo już nie przejdzie, a zapisany plik GPX, jest tak pokiereszowany iż nie obsługują go żadne serwisy "traseologiczne" ;-) 

Jodłówka
 Jodłówka Wałki - centrum, stad do czarnej będziemy jechać czerwonym szlakiem rowerowym... mnie więcej...


Jeszcze chwilę jedziemy przez wieś.

Ale wkrótce zaczynają się lasy.

A potem... Bajkalsko Amurska Magistrala Kolejowa...
mi się marzy, 
ale to tylko trasa kolejowa z Tarnowa do Rzeszowa.
W sumie i tak jest fajnie...
Na BAM to bym się z Miłoszem nie wybrał, nie zdążylibyśmy wrócić przed początkiem szkoły.

Widzicie wariata jak popędził?

A tu takie małe odkrycie a'la Indiana Johannes.
otóż wykonawcy pozostawili stary zabytkowy przepust pod torami! 
Podejrzewam że to jeszcze CK przepust jest 
Oczywiście nie był bym soba gdybym nie przeszedł na druga stronę.
A Miłosz nie był by moim synem gdyby nie zrobił tego samego drugim przejściem.
Śmiałość nam wynagrodziło, bo oto przybył mi do kolekcji
 
kolejny znacznik murowy.
PKP - orzeł bez korony na dole Z. W.
znaczy znaczek już PRLowski,
ale dla mnie i tak wartościowy. Mam zdjęcia wielu takich.

A Miłosza obsiadły motyle... i tak im się tam spodobało że 
nie chciały odlecieć. 

przytulam Annę...
dziew...annę ;-)

Czarna Tarnowska

Po czym szlak nico głupieje, na skutek przebudowy szlaku kolejowego, co nas rzecz jasna nie zraża i kontynuujemy wyprawę posiłkując sie metodami woltyżerskimi z deczka ;-) 

Czarna to praktycznie jeden wielki plac budowy.

Ale miejscami już całkiem estetycznie acz sztampowo "zrobiona"
Widzicie tabliczkę Informacja Turystyczna?!  
Guzik tam - NIC NIE MAJĄ!!! 
ani folderka, ani karteczki pocztowej, nawet sensownego stempelka!!!
Po cholerę takie curiozum?! 

Nie ma IT to nie ma, płakał nie będę - ale skoro jest to niech do k... nędzy coś tam promocyjnego mają!!
Na "ryneczku" atrapa studni.
ktoś miał wizję... w Sandomierzu mają, to jak sobie postawimy u nas... fajnie będzie, może ojciec Mateusz na rowerze zawita? Może by i zawitał, gdyby było PO CO?! 
A nawet jak by było, to było by dobrze gdyby o tym poinformowała właśnie IT

Zjadamy batoniki energetyczne, popijamy 4movem i w drogę.
Przejeżdżamy na drugą stronę torów. Dalej kawałek ulica Krakowska i odnajdujemy wjazd w lasy - jest też wcześniej, ale nie byłem pewny czy na skutek robót kolejowych nie stał się nieprzejezdny, dlatego wybieram trasę dalszą ale pewną. 

Tym razem niebieski szlak rowerowy - ale marnie oznakowany, inna sprawa że zabłądzić nie sposób. 

leśno, młodnikowe klimaty. 
Będę się musiał spytać leśników czemu zawsze zostawiają takie jedno drzew nie ścięte. 

Pogórska Wola
W zasadzie droga Wałki - Pogórska Wola - ale co mi tam. 

Świetny domek wędkarski i jakoś tak podupadły - a pomysł na biznes aż się prosi. 

Tuż przed Wałkami - jest leśny parking.
A tam miejsce piknikowe i na ognisko.
Tu właśnie dopada mnie apofenia. 
Otóż spadam w krzaczki w celu oddania nadwyżki płynów, kawałek muszę wejść na skarpę i nagle słyszę po swojej prawej stronie sapanie psa - pierwsza myśl Aura! Ale przecież jej z nami nie ma! Odwracam głowę a tam nic... Nie ma psa, nie ma nic co mogło by takie sapanie wydawać... 
Może ktoś tu kiedyś zabił psa, albo przywiązał go w lesie na skonanie? A ja po prostu spotkałem jego ducha? 

Wałki
Pisząc "Wałki" nie mam na myśli "reprywatyzacji" w Warszawie...
Wałki to miejscowość, nie pytajcie mnie gdzie są Wałki, a gdzie Jodłówka... nie wiem.
Stacja jest Wałki! 
 
Na peron można fajnie wjechać rampą dla niepełnosprawnych. 

Pamiętam jak był tu PRLowski beton...

Jak już jesteśmy w Jodłówce to trzeba odwiedzić kościół.

Taki sobie, ale kościół
I dzwonnica chętnie bym się tam wyspinał. 

Fronton.

A potem czas na cos dla mnie czyli cmentarz wojenny nr 205


Tyrolczycy... mnóstwo włosko brzmiących nazwisk 

Carskich też szkoda. 



A potem pakujemy rowery w samochód, przygotowujemy sobie resztki pić na drogę powrotną i... wracamy. 

Fajnie było, ale zmęczenie już dawało Miłoszowi we znaki, a i mnie tyłek rozbolał, bo zazwyczaj jeżdżę szybciej i wtedy znacznie większy ciężar przejmują nogi, przy wolnej jeździe, podpieram się głównie pośladkami... 

Każda wycieczka kiedyś się kończy, w planach następne wypady z Miłoszem.